2007-10-17: Premier szantażował Julię Piterę?

środa, 17 października 2007

Julia Pitera, posłanka PO i była prezes Transparency International ujawniła w TVN24, że Jarosław Kaczyński w 2005 roku próbował ją w pewien sposób przekupić.

„W 2005 roku zadzwonił do mnie Jarosław Kaczyński, żebym poparła absolutorium Lecha Kaczyńskiego, kiedy byłam w Radzie Warszawy” - ujawniła posłanka PO.

Otóż - jak twierdzi Pitera - premier w zamian za poparcie absolutorium Lecha Kaczyńskiego oferował jej odstąpienie od apelacji w sprawie, którą wcześniej wygrała.

Sprawa dotyczyła zarzutów wysuwanych przez tzw. układ warszawski wobec niejasności przy wykupie mieszkania Pitery. W ocenia posłanki PO była to zemsta za jej działalność w Warszawie. Sprawę przed sądem pierwszej instancji Julia Pitera wygrała. Jednak już za kadencji Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy, urząd miasta złożył apelację.

Tuż przed tym gdy Rada Warszawy miała zebrać się w sprawie glosowania nad absolutorium dla Lecha Kaczyńskiego do Pitery zatelefonowała „bardzo ważna osoba z PiS” – jak się okazało Jarosław Kaczyński. Miał on stwierdzić, że jeśli Julia Pitera poprze absolutorium to apelacja zostanie wycofana. Wówczas jedynie głosu Julii Pitery brakowało by absolutorium zostało poparte.

„Byłam wstrząśnięta, nie mogłam mówić. Poszłam w poniedziałek na posiedzenie Rady Miasta i okazało się, że wszyscy radni doskonale wiedzą, że został kupiony głos radnej Pitery. Ja wówczas zagłosowałam właśnie przeciw, chociaż miałam zamiar się wstrzymać” - stwierdziła posłanka PO. „Wiesz Julia, my nie wiedzieliśmy, że apelacja została złożona do sądu, my ją oczywiście wycofamy, ale musisz poprzeć absolutorium” – relacjonowała.

Julia Pitera poinformowała, że jest przygotowana na proces w trybie wyborczym, a na potwierdzenia swoich słów ma dwóch świadków.

"Julia Pitera, jeszcze jako niezależny poseł, mogła nie poprzeć powstającej właśnie koalicji PO-LiD, chciałem ostrzec swoją starą koleżankę. Znam Piterę od czasów młodości. Swoją starą koleżankę chciałem przekonać, żeby tam nie szła" - wyjaśniał Jarosław Kaczyński sens rozmowy telefonicznej z Piterą. "Ona się powinna wstydzić, nie ja" - dodał.

"Jarosław Kaczyński do niej dzwonił, ale rozmowa dotyczyła koalicji z SLD, a nie wycofania z sądu apelacji w jej sprawie. Prezes prosił, by nie godziła się na współpracę z Sojuszem, na który poszła Platforma. Wiązało się to oczywiście z poparciem absolutorium, ale nie było mowy o sądowym pozwie" - powiedział Tomasz Dudziński, poseł PiS.

ŹródłaEdytuj